Serwis Finansowy - konta firmowe
Banki Kredyty Porady Prawne Leasing Fundusze
Dodaj do Ulubionych
Mapa Serwisu
Kredyty Gotówkowe
Kredyty Samochodowe
Kredyty Mieszkaniowe
Karty Kredytowe
Porady Prawne
 
FINANSE OSOBISTE
Konta Osobiste
Karty Kredytowe
Kredyty Mieszkaniowe
Kredyty Dla Studentów
Kredyty Samochodowe
Kredyty Gotówkowe
Lokaty Bankowe
IKE
FINANSE FIRMOWE
Konta Firmowe
Kredyty Inwestycyjne
Kredyty Hipoteczne
Kredyty Samochodowe
Inne Produkty Kredytowe
Leasing
INNE PRODUKTY
Bilety Lotnicze
Wakacje
Porady Prawne
Doradztwo Kredytowe
Konta Firmowe
PARTNERZY
Copyright © 2007
MultiFinanse.net
- All Rights Reserved
Czy warto dawać oferować wysokie oprocentowanie depozytów? Często nawet wyżej oprocentowanych niż na rynku międzybankowym? Odpowiedz będzie brzmieć oczywiście, że to zależy i opłaca się przede wszystkim nowym graczom.Na przykładach chcielibyśmy wykazać, że to dobry pomysł również w przypadku banków tradycyjnych, z dużą liczbą placówek i z uznaną marką. Nie tylko mamy nadzieję, ale tak przewidujemy, że dzięki takiej polityce, banki te zyskają. Znacznie więcej niż konserwatywni w tym względzie rywale. Również znacznie więcej niż nadpłynni (ale ile jeszcze czasu) giganci. O kim mowa? Po pierwsze ING BSK. Ten bank to dla nas fenomen. Tradycyjny bank, który oferuje produkty internetowe. To dzięki INGowi mamy obecnie wysyp różnego rodzaju rachunków oszczędnościowych. Chwała mu za to! Sam też nie musi narzekać, bo OKO okazało się strzałem w dziesiątkę. Po pierwsze pozwoliło szybko i z sukcesem wypromować markę banku. Po drugie to stosunkowo łatwy sposób na zdobycie nowych klientów. Po trzecie zdobyć bazę depozytów - nie tylko na teraz - na przyszłość. Co prawda bank ma problemy, żeby zbudować sobie portfel kredytów i tutaj odstaje od konkurencji, ale może kiedyś będzie lepiej. Natomiast co jak co, ale sprzedaż krzyżowa w oparciu o OKO, bank opracował do perfekcji. Jak to działa? Bank oferuje raz na jakiś czas bardzo atrakcyjne oprocentowanie - ale na przykład tylko dla nowych środków. Dzięki temu otrzymuje z jednej strony ciekawy atut do wykorzystania marketingowego, z drugiej mobilizuje klientów do przelewania do niego pozostałych pieniędzy, które trzymają u konkurencji. Pięć procent w skali roku działa jednak mobilizująco. Potem większość tych pieniędzy i tak zostaje na rachunku, bo konkurencją są jedynie lokaty mniejszych instytucji, które jednak mają problem z siecią dystrybucji, a przy okazji z zaufaniem do ich marki. Myliłby się jednak ktoś, kto uważa, że bank liczy tylko na depozyty - zwłaszcza stosunkowo drogo pozyskane. Bank bowiem bardzo skrupulatnie patrzy na właścicieli większych kwot. Wystarczy sprawdzić w BIKu, żeby zobaczyć, że te pieniądze na przykład nie pochodzą z żadnego kredytu. A dzięki temu… Można nawet mało znanemu klientowi zaoferować na przykład kartę kredytową. I to z bardzo wysokim limitem. Bez zbędnych formalności, bez pokazywania tony dokumentów i zaświadczeń! Tak jest właśnie w przypadku Banku Śląskiego. Bank poszedł jeszcze dalej. Jeśli na OKO pojawi się ponad 100 tysięcy złotych, bank próbuje takiego klienta przekonać do swojej oferty bankowości prywatnej. W tym celu wysyła między innymi list, który niniejszym prezentujemy (swoją drogą polscy klienci stanowczo powinni dbać o niszczenie takich rzeczy przed ich wyrzuceniem). Może to wyjaśnić tak szybki, praktycznie od podstaw (nie licząc jeśli się nie mylimy, oferty dawnego Baringsa) rozwój private bankingu w INGu. Bank po prostu wykorzystuje okazję. I bardzo dobrze, skoro inne banki nie potrafią zadbać o klientów z pieniędzmi.